This is First Om Templates Demo Site
Są osoby, którym letnio-jesienna zmiana aury sprzyja, ale myślę, że nie pomylę się twierdząc, że zdecydowana większość odczuwa w tym okresie spadek formy. Słońca coraz mniej, deszczu coraz więcej, człowiek najchętniej zaszyłby się pod kocem z dobrą książką, a obowiązki czekają. Jednak niezależnie od tego, czy jesień Wam służy, czy wpędza do łóżka, przyda się dodatkowa dawka motywacji, z którą dzisiaj przybywam.


Ten wpis przeszedł do historii bloga jeszcze przed publikacją, jako ten, o który najczęściej się upominaliście. Wraz z każdym kolejnym zakupem, który pokazywałam na Instagramie rosła liczba pytań. Faktycznie, trochę mi zajęło zbieranie własnych przemyśleń i rad w tym temacie, ale mówią, że lepiej późno niż wcale. Długo nie wiedziałam jak ugryźć ten temat tak, by miało to ręce i nogi i by jednocześnie nie zagłębiać się w zbyt wiele oczywistych szczegółów, w końcu postanowiłam rozłożyć ten wpis dwie części. Zamiast na teorii starałam się skupić na moich doświadczeniach, mam nadzieję, że rozwieję wszystkie wątpliwości.


Kiedy publikowałam poprzedni wpis o ulubionych fontach, sądziłam, że będzie to jednorazowy strzał. Nie spodziewałam się, że wzbudzi tak duże zainteresowanie, ale skoro tak się stało, to chyba nic nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć regularną, fontową serię na One little smile. Początkowo planowałam, że będą to comiesięczne wpisy, ale to nie sprzyjałoby ich jakości i uznałam, że najlepszą opcją będzie dostawa fontów raz na kwartał - akurat na zmieniające się pory roku.

Wiele bym dała, by każdy dzień zaczynać z energią i motywacją serialowej kobiety pracującej, a kończyć z listą sukcesów napawających dumą i samouwielbieniem. Niestety, ciągle zbyt często bliżej mi do stanu "mogłam więcej", niż "dałam z siebie wszystko". Jak każdy miewam dni, kiedy szczytem produktywności chciałoby się ogłosić zaparzenie kawy lub odpisanie na maile, ale ciągle staram się szukać sposobów na walkę z tym stanem.





Długo nosiłam się z myślą o zmianach w szablonie, zdecydowanie zbyt długo.  Mój sentyment do pastelowego fioletu przerodził się z biegiem czasu w wielką niechęć, a ja zamiast działać, ciągle myślałam. Myślałam czy warto iść w kafelki, czy magazynowy wygląd jest tym, czego na blogu potrzebuję, czy mała zmiana jest w stanie zadziałać tak samo skutecznie jak duża metamorfoza. Studnia wątpliwości nie miała dna. W końcu stwierdziłam, że te wszystkie dylematy trzymają mnie w miejscu i uznałam, że pora zaufać własnej intuicji.
Stało się. Po długich miesiącach nieustannego powtarzania "Zrobię to w przyszłym miesiącu", w końcu zmobilizowałam się do wystrojenia moich tapet w odpowiednią oprawę graficzną. Teraz będziecie je oglądać na ekranie komputera. Wiem, wiele się nie zmieniło, ale musicie przyznać, że tapeta prezentuje się teraz o wiele ładniej (i spróbujcie się tylko ze mną nie zgodzić ;)).