This is First Om Templates Demo Site
Tym razem nie miałam żadnych oporów przez wykorzystaniem typowych, schematycznych wręcz skojarzeń. Nie siliłam się na wymyślanie mniej oczywistych motywów. Powód był prosty: potrzeba mi wiosny! A skoro ta za oknem rozwija się póki co dość leniwie, nic nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć sobie jej namiastkę na pulpicie. Decyzja była błyskawiczna - będą kwiaty.

Ta seria wpisów ma jedną niepodważalną zaletę - regularne przeczesywanie stron zapisanych w zakładkach. Dawniej moje zagłębianie się w ciekawe linki, kończyło się wraz z dodaniem ich do listy stron "na później". Lista ta rosła systematycznie, a ja zaglądałam do niej ponownie w czasie porządków, gdy aktualność wielu artykułów była już mocno wątpliwa. Odkąd zaczęłam publikować linki godne polecenia, ten problem zniknął, więc chyba możemy uznać, że nikt nie zostaje tu bez korzyści (a przynajmniej taką mam nadzieję!).
Nie jestem pewna, czy to jakikolwiek powód do dumy, ale ośmielę się stwierdzić, że na studiach zdobywałam wysokie oceny za wszelkiego rodzaju prezentacje w dużej mierze dlatego, że... dobrze wyglądały. Przy grupowych projektach "po godzinach" zajmowałam się graficzną oprawą slajdów i nie zliczę jak wiele razy słyszałam: Ale chce Ci się nad tym siedzieć?. Chciało mi się, bo doskonale wiedziałam jak wielka jest potęga dobrego wrażenia. Możemy karmić się stwierdzeniami, że nie ocenia się książki po okładce, ale przecież wszyscy doskonale wiemy, że to estetyka w wielu przypadkach decyduje o tym jak postrzegamy czyjąś pracę, produkt (a czasem nawet i człowieka).
Długo zwlekałam z podzieleniem się opinią na temat twórczości Reginy Brett. Dwie z trzech książek z jej dorobku - "Bóg nigdy nie mruga" oraz "Jesteś cudem" - dostałam w prezencie kilka miesięcy temu, ale były tak rozchwytywane przez wszystkie kobiety w mojej rodzinie, że wróciły do mnie dopiero teraz. Popularnością mogłyby śmiało konkurować z Greyem i jego odcieniami szarości, choć w ich przypadku sława wydaje się być o wiele bardziej zasłużona.


kupony dla chłopaka

Kilka lat temu, gdy stawiałam na blogu swoje pierwsze kroki, pojawiła się tu instrukcja wykonania kuponów miłości - dodatku do walentynkowego prezentu. Ten niepozorny wpis stał się jednym ze znaków rozpoznawczych mojego bloga i do dziś nie ma sobie równych w zestawieniu najpopularniejszych wpisów. Z czasem zdałam sobie sprawę, że instrukcja ma swoje wady - w tej chwili zrobiłabym to zupełnie inaczej, nie wspominając już o ówczesnej estetyce, która z upływem kolejnych lat jest mi coraz bardziej daleka. Pomyślałam więc, że to dobry moment, by kupony nieco odświeżyć i zaproponować Wam wersję gotową do druku.

Kilka miesięcy temu opublikowałam wpis o moich ulubionych aplikacjach na Androida. Nie miałam wówczas zielonego pojęcia, że to tak pożądana przez czytelników treść. Wpis w kilka dni stał się najchętniej czytanym, a ja kilka miesięcy później uznałam, że może warto uczynić z tego regularną serię. Postanowiłam raz na jakiś dzielić się swoimi odkryciami. Nie chcę niczego sobie narzucać, dlatego zamiast ustalać częstotliwość, zakładam po prostu, że będę się z nimi pojawiać, ilekroć zbiorę przynajmniej cztery ciekawe i godne polecenia aplikacje.